Mógłbyś mi to zrobić? Przecież dla ciebie to nie problem.

Tak, wiem że temat Darmowych Informatyków był wałkowany już w każdym zakątku sieci i nie tylko, ale zrozumiecie, czemu się uzewnętrzniam, gdy sami kilka(naście) razy usłyszycie ten zwrot.Przechodząc do meritum, wyobraźcie sobie taką sytuację: zgłasza się do was kolega waszego znajomego z klasy i pyta się, czy nie moglibyście przyspieszyć mu kompa, bo wirusy mu się zalęgły. Zwykle należy przez to rozumieć to, iż nie jest on zbyt mądry i instalacja dowolnego programu to dla niego tylko sekwencja next, accept, next, next, finish. Ok, jako że jesteście dobrymi ludźmi, wyrywacie sobie z życia te 2-3 godziny i idziecie do niego. Na miejscu (nie)spodzianka: komputer ledwo kwiczy, zawalony Bing search bar’ami i innymi duperelami. W zależności od stopnia skażenia, likwidujecie zarazę albo reinstalujecie system, bo po co się męczyć? Dodatkowo prosi was o zajrzenie do środka, gdzie najpewniej zastanie was całkiem okazały dywanik z kurzu na płycie głównej albo grzybki na karcie graficznej. W końcu, gdy skończycie, czekać będziecie na popularne „no dobrze, ile za to będzie?”, ale możecie sobie czekać wieczność. To pytanie nigdy nie nastąpi. To właśnie nazywa się syndromem darmowego informatyka.

Czemu nie zapytał? Są 2 możliwości:

  • albo myśli, że dla was to była drobnostka i branie za to pieniędzy to śmieszność,
  • albo uważa, że jako znajomy należy mu się.
Co do punktu numero uno, taka analogia. Gdyby zepsułby się wam samochód i umielibyście go naprawić, nie wołalibyście mechanika, prawda? Niestety, ludzie nie potrafią tego zrozumieć w przypadku tzw. zawodów kreatynych. Taki SysAdmin. Wszystko działa – czemu my mu płacimy? Nic nie działa – czemu my mu płacimy? Ludzie myślą, że jest to drobna sprawa, bo widzą tylko nikłe efekty, albo wręcz ich brak, który zwykle oznacza, że sytuacja jest stabilna. A nie zauważają tego, że by coś naprawić/zrobić musimy zarezerwować nasz prywatny czas, który moglibyśmy przeznaczyć na kopanie węgla. Tu przynajmniej ludzie zauważają, że ktoś coś robi (widać że węgiel wykopany, to coś robi), więc płacą, bo widzą za co. Informatyk też musi jeść. Też musi mieć miejsce do życia. Nie jest to bolączka tylko i wyłącznie informatyków, jest to też domena pisarzy, grafików. Ich pracy się nie szanuje. Pójdźcie do wujka budowlańca i powiedzcie mu, żeby wam na jutro zbudował szopę, bo dla niego to nie problem, no nie? Raczej znacie już odpowiedź. A od informatyka się tego wymaga.
A co do popularnych znajomości, tu my musimy wykazać się asertywnością. Nie każdy znajomy ciotki ze strony mamy babci Stasi jest warty darmowej pomocy. Musicie sobie uświadomić, że są to dla was obcy ludzie, i tak musicie ich traktować. Nie możecie brać ich na litość. Potem uczą się, że od was można ciągnąć za darmo w nieskończoność. Nie chcielibyście pracować za darmo, no nie? I niech się obrażają. Nie znacie ich, nie obchodzi was to. Niech znają wartość pracy. Wyjątkiem są tu osoby, które są wam bliskie. Bardzo bliskie. Nie rozumiem przez to kolegów z klasy, pracy. Oni tylko chcą was wykorzystać. Przyjaciele, owszem. Takie osoby zwykle i tak rozumieją wartość pracy, więc nie będzie z tym raczej problemu. Poznali już was i wiedzą, czego się po was spodziewać 😛 Ale nie można dać po sobie poznać innym, że jest się gotowym zrobić wszystko za darmo. W ten sposób nigdy się od tego nie uwolnicie. A jeżeli macie zbyt miękkie serce i nie potraficie się od tego uwolnić, polecam prostą kalkulację kosztów, które w ten sposób ponosicie. Marnujecie własny czas, który moglibyście poświęcić na zarabianie pieniędzy. Dojazd też was kosztuje. Polecam też sprawdzić, ile kosztuje taka przeciętna usługa. Za głupie „internet mi nie działa, zrób coś z tym” można zarobić 50 zł, nawet, gdy okazuje się, że Ethernet nie jest podłączony. Zaskoczony? Praca jest warta tyle, jaka jest podaż na nią. Plus, podstawowe prawo o zarobkach: Zarabiasz na tym, że wiesz/umiesz coś, czego nie umie ktoś inny. Tak, powracamy do sentencji z poprzedniego paragrafu. Jeżeli tego nie rozumiesz/nie przyjmujesz do wiadomości to muszę cię zmartwić: Będziesz żył za 1800zł brutto, oszczędzając na wszystkim: jedzeniu, mieszkaniu (no bo nie ma lepiej jak u mamy, prawda), dziewczynie, rozrywkach. Chcesz takie życie? Jeżeli nie, bądź asertywny. Postaw się. Nie bądź darmowym informatykiem.
  • No elo, całkiem spk artykuł ziomuś. 🙂